Fragment – „Niewidzialni” Mateusz Marczewski.

„Dla Aborygenów Nicość była jedynym światem. Kiedyś wyglądała ona zresztą inaczej, kontynent zmieniał się, wnętrze coraz bardziej pustynniało. Zasiedlili tę ziemię i objęli w posiadanie pięćdziesiąt, a może sześćdziesiąt tysięcy lat temu.

Kruche istoty przytłoczone potęgą natury wydeptały w jaj trawach ścieżki, którymi mogły się poruszać bez uszczerbku na zdrowiu. Bezbrzeżne obszary suchego buszu i rozpalone słońce nie były zjawiskami, którymi można zawładnąć, dlatego w ich znaczeniu słowa „posiadać” nie mieścił się atrybut władzy.

Posiadać znaczyło dla nich rozumieć, rozumieć znaczyło przeżyć. Jeśli pozna się sposób na przetrwanie, oznacza to, że żywioł oswojony. Jak pies. Ten stał się dla nich bronią do zabijania i okryciem w zimne noce , kiedy po upalnym dniu temperatura spada do zera stopni. W jaskini, pod drzewem, za załomem skały, tam gdzie lodowaty wiatr nie docierał, leżeli na ziemi otoczeni nocą, wtuleni w szorstką sierść zwierząt.

Posiadać znaczyło współistnieć. Uczyli się Nicości, a ona odsłaniała przed nimi swoje tajemnice. Trwało to długo. Wystarczająco długo, by drogę do Nicości, którą przywędrowali z Azji Południowej, zalały wody mórz. Subkontynent nazwany Sahuland przestał istnieć, zamiast niego na powierzchni wody pozostało mnóstwo wysp. Ludzie Nicości zostali odcięci od reszty świata.

Wiedza o Nicości wzrastała, aż Nicość stała się w pełni zrozumiała, a przynajmniej wytłumaczalna. W tych ludziach nie było jednak nerwowej potrzeby prześwietlania rzeczywistości. Nie próbowali jej analizować, by obalić to, co nasuwa się na pierwszy rzut oka. Nie pragnęli zaglądać pod jej podszewkę, by wypatrzyć ukryte tam mechanizmy wszechrzeczy. Natomiast widząc góry i doliny pozostałe po gigantycznych rzekach, dopowiadali sobie, jak powstały, tworząc tym samym historię. „Jeżeli ta góra istnieje – tłumaczyli sobie, kreśląc patykiem na piasku kształt masywu rozciągającego się na horyzoncie – oznacza to, że i jej stwórca musiał kiedyś istnieć. Jeśli ta góra istnieje nadal, istnieje również i jej stwórca”.Ludzie ci żyli rytmem, który sam im się narzucił. Niczego nie wybierali ani nie starali się decydować, jakie będzie ich życie. Chcąc przetrwać, musieli zgodzić się na warunki, które postawiła przed nimi natura. Przez cały rok wędrowali. Podążali za wodą i zwierzętami. Ich wędrówka zataczała koło i wracali po roku w to samo miejsce, godząc się na to, by wraz z nadejściem pierwszych mrozów czy suchych miesięcy znów udać się w drogę.

Ścieżki, którymi się przemieszczali, zapisywali w pamięci. Nadawali im kształt pieśni i pieśń jak mapa podawana była dalej, z pokolenia na pokolenie. Dzięki temu, wędrując, nigdy się nie mylili. Pieśń miała jeszcze tę przewagę że nic nie ważyła. Wysłuchana kilka razy przy ognisku, kiedy nad głowami rozpalał się teatr gwiazd, zapadała w pamięć i stawała się, jak mała gwiazda, częścią wielkiej konstelacji pieśni.

Były pieśni na każdy temat i na każdą okazję. Każde zwierzę miało swoją genezę zapisaną w pieśni i w pieśni była też każda historia z dawnych dni, kiedy zwierzęta i ludzie posługiwali się jednym językiem. Były to niezliczone pieśni, które razem można było schować w głowie. Czy to nie piękne? To o wiele bardziej poręczne niż papier. Z tego samego powodu ludzie z Nicości nie wytwarzali przedmiotów. Zbyt wielka liczba przedmiotów uniemożliwia sprawne poruszanie się. Poza tym człowiek przywiązuje się do przedmiotu, a przedmiot przywiązuje człowieka do miejsca. Dlatego wszystko co mieli, było bardzo poręczne i lekkie. Tak, by można było wędrować bez trudu ścieżkami Nicości. Zresztą, jaka byłaby to nicość, gdyby mogły w niej istnieć bezkarnie zwykłe, banalne rzeczy.

Powołali do życia Czas Snu. A może to Czas Snu powołał do życia ich samych? Trudno jest białemu człowiekowi zrozumieć istotę tego czasu, mityczny prapoczątek, w którym wszystko się zaczęło. Wszystko, co ich otaczało, powstało właśnie wtedy. Góry, drzewa, gatunki ptaków. W czasie Snu istnieli stwórcy i pierwsi przodkowie. W czasie Snu istniała także mityczna nierozłączność pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Pochodzą oni przecież z jednego i tylko gdzieś w dziejach doszło do dziwnego rozłączenia tego, co kiedyś było nierozłączone.

Ponieważ ich bogowie żyli pomiędzy nimi, religia, system wierzeń, którym opletli świat, była systemem żywym, choć nie spisanym. Sacrum nie przejawiało się jako chłód wnętrza wybudowanego po to, by oddawać cześć, sacrum przepajało drzewa i łąki jako miejsce, w którym i przez które objawiają się bogowie. Święty czas nie był wyznaczoną datą, wypełniał niemal całe życie ludzi z Nicości. Wszystko, co robili, było więc święte. Wędrówki, polowania, zbieranie owoców. Czas śmierci i narodzin. … „

  1. Fragment – „Niewidzialni” Mateusz Marczewski. Jurek z Lasu powiedział Marzec 2, 2010 @ 9:36 pm |
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s